Proste Historie wg. WMFroKa
Rozpoczęty przez WMFroK




5 posty w tym temacie
WMFroK
Pisarz Myśliciel Youtuber


Użytkownicy

3
42 postów 8 threads Dołączył: 03-12-2016
08-04-2017, 00:06 -
#1
Tutaj będę dodawać co jakiś czas historię z mojego życia bądź też wymyślone przeze mnie (mogą się pojawić historie z neta ale wtedy będę dawać jeszcze źródło).

To pierwsza (sorki za nieocenzurowanie):

"Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zaj**ane wędkami najgorsze, średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu hak w nodze.
Druga połowa mieszkania zaj**ana Wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie wędkarskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla wędkarzy i kręci gównoburze z innymi wędkarzami o najlepsze zanęty itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypie**olić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wku**ił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu karasie jedzo gówno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę SUM, za naj**anie 10k postów."
"Jak jest ciepło to co weekend zapie**ala na ryby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem rybę na obiad a ojciec pie**oli o zaletach jedzenia tego wodnego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pie**olił że to dzięki temu, że jem dużo ryb bo zawierają fosfor i mózg mi lepiej pracuje.
Co sobotę budzi ze swoim znajomym Mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując wędki, robiąc kanapki itd.
Przy jedzeniu zawsze pie**oli o rybach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie zarybiajo tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych żeby się uspokoić. W tym roku sam sobie kupił na święta ponton. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój wędkarski i siedział cały dzień w tym pontonie na środku mieszkania. Obiad (karp) też w nim zjadł [cool][cześć]
Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w polsce to bym wziął i zapie**olił. Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ryby w drodze wyjątku. Super prezent ku*wo. Pojechaliśmy gdzieś wpi*du za miasto, dochodzimy nad jezioro a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad woda i patrzymy na spławiki. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pie**olnoł wędką po głowie, że ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz "krzyczał szeptem", żebym się nie wiercił bo szeleszczę i ryby z wody widzą jak się ruszam i uciekają. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na wodę jak w jakimś je*anym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam sku**ysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć bo inaczej ryby słyszą i czują.
Wspomniałem, że ojciec ma kolegę Mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny Zbysio przyszedł na hehe kielicha. Naje*ali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu i rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są szczupaki czy sumy.
>WEŹ MNIE NIE WKU**IAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE SZCZUPAK MA ZĘBY? CHAPS I RĘKA UJE*ANA!
>KU*WA TADEK SUMY W POLSCE PO 80 KILO WAŻĄ, TWÓJ SZCZUPAK TO IM MOŻE NASKOCZYĆ
>CO TY MI O SUMACH PIE**OLISZ JAK LEDWO UKLEJĘ POTRAFISZ Z WODY WYCIĄGNĄĆ. SZCZUPAK TO JEST KRÓL WODY JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI
No i aż się zaczeli nak**wiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec
>I bardzo ku*wa dobrze
Tak go za tego suma znienawidził.
Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Wędkarskim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś było trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych sku**ysynach z PZW powiedzieć. Gazety niewędkarskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o wędkarstwie polskim ani aferach w PZW nic się nie pisze. Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akwenom przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpie**alał. Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZW ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Napie**alał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł. Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec ku*wił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pie**olenia wynikało, że PZW jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty waniliowej za te 2k kupić (kilkaset kilo).
Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać
>synek na wodzie to się prawdziwe okazy łapie! tam jest żywioł!
Ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś wędkarzami z okolicy, że kupią łódkę na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, na podjeździe na przyczepie, którą ten janusz ma i się będą tą łódką dzielili albo będą jeździć łowić razem. Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak poje*ane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wku**ienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni łowią bez niego bo przecież po równo się zrzucali na łódkę i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu. Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu 
pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i łódką xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zaje*ał z podjazdu przed domem bo oni go oszukali i żeby łapał z nim łódkę i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście łódka nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi. Za pomocą jakichś łańcuchów co były na łódce i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego łódkę ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpie**olu bo było blisko. Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:
-Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda
-Janusze krzyczą, że ma oddawać
-Jeden janusz ma rozje*any nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę i dostał drugą nogą z kopa
-Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka
-We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi
-Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił łódkę a policjantów żeby go nie aresztowali
-Ja smutnazaba.png
W końcu policjanci oderwali starego od łodzi. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pie**olił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć. Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla wędkarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim cem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta
>Szczepan54
>Liczba postów: 1
>Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika Stary_anona od dawna i to bardzo
porządny człowiek i wspaniały wędkarz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą złowionych okazów!
Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od łódki. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze chu*owe ryby łapie i widać, że nie umie łowić xD Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie ryb to sam sobie pisał.
>Noooo gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!
a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum."

https://www.facebook.com/badz.mna/?fref=ts (dałem link do strony bo nie mogę dokładnie znaleźć ale tam to było na pewno)

Możecie także wrzucać własne historie i komentować
TFSI napisał 08-04-2017, 00:59:
Cenzuruj wulgaryzmy. Wieczorem sprawdzę czy poprawiłeś.
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2017, 19:15 przez WMFroK. Powód edycji: Cenzura
[Obrazek: like-a-bus.gif]
TeRoR
GymLover


Użytkownicy

1
5 postów 1 threads Dołączył: 29-03-2017
08-04-2017, 12:52 -
#2
Też mam jedną historię, anonimowa, ze strony Wstydliwe wyznania na FB.

Nie rób drugiemu co Tobie nie miłe!
Każdy kto mieszka na wsi doskonale zna uroki "dożynek"Od południa leje się alkohol a wieczorem latają sztachety.
Rok temu właśnie na dożynkach spotkałem kolesia, który odbił mi dziewczynę.Był z jakimiś dresami więc załączył mi się agresor i jedyne co chciałem to spuścić mu łomot.
Problem był jeden, byłem sam.Ale to nie żadne problem, zadzwoniłem do kolegi aby przysłał 3 swoich braci (świry i zdolni do wszystkiego) aby się rozprawili z dresami, nie znałem ich osobiście ale wiedziałem, ze jak kumpel powie o co chodzi to przyjadą.
Godzina 20.00 zaczęła się "potańcówka" nagle podchodzi do mnie 3 typków i pyta się czy jestem "Rambo" więc mówię, że tak.Kolesie coś źle zrozumieli bo jedyne co powiedzieli "To dostaniesz w czambo" i zaczęli mną rzucać o ziemię jak Pudzian Najmana, jedynie co udało mi się wydusić z siebie to to, że to jakaś pomyłka, że mieli spuścić łomot "Rambikowi"
Powiedzieli, że mieli spuścić łomot więc spuścili, a ja połamany wylądowałem w szpitalu
WMFroK
Pisarz Myśliciel Youtuber


Użytkownicy

3
42 postów 8 threads Dołączył: 03-12-2016
08-04-2017, 21:00 -
#3
O kurde to troszke słabo wyszło.

Kiedy rok temu miałem złamaną rękę (3 razy w jednym miejscu w ciągu roku) to musiałem jeździć co chwilę do lekarza. Raz mame pojechała szybciej żeby coś w mieście załatwić a ja przyjechałem później PKS-em. Kiedy jechałem (siedziałem z przodu drugi lub czwarty rząd siedzeń) to z tyłu siedziały jacyś debile chyba z licbazy i najpierw mieli bekę z byle gówna (albo pijani albo zjarani) mieli coś w telefonie odpalone i rechotali się na cały autobus. Siedzę z przodu i słucham swojej muzy z phona, ale jednocześnie oni mi zagłuszali część bo byli strasznie głośno. Siedziałem tam coraz bardziej wku**iony bo jednocześnie chciałem ich wyjaśnić ale też nie dałbym im rady (bo ja 2 gimbaza a oni chyba 3 licbaza). Nagle słyszę jakąś kłótnię z tyłu:
>PRZEMO PRZECIEŻ WIDZIAŁ TY ŻE JA CI TWOJEGO BROWCA NIE WYPIŁEM TO PRAWDOPODOBNIE ANDRZEJ
>ZAMKNIJ PI*DĘ JANUSZ NIE BĘDZIESZ MI WMAWIAŁ ŻE TO NIE TY DOBRZE TO KU*WA WIDZIAŁEM JESZCZE MASZ BLUZĘ UJE*ANĄ OD PIWSKA
>TOŻ CI KU*WA WYJAŚNIAM ŻE TO NIE JA TYLKO ANDRZEJ
Kłócili się chyba z dobre 5 minut (autobus z mojego zadupia do miasta jedzie jakieś 40 minut a zaczęli się kłócić po 15), dodatkowo po usłyszeniu stłumionej pierwszej wypowiedzi przez muzę szybko zdjąłem słuchawki i odwróciłem się dyskretnie by zobaczyć co się odjózefostalinia.
Zaczyna być ciekawie, Janusz ten który prawdo podobnie wypił piwsko Przema zapie**olił mu w pysk z takim impetem że tamten aż zleciał z siedzenia (kierowca autobusu - dyskretne spojrzenie co się odpie**ala). Wtedy Przemo wstał i zaczął napie**alać Janusza tak szybko że tamten w 10 sekund znalazł się na podłodze.
Andrzej ten obwiniany o wypicie piwa ołfakinszit.exe
Janusz w pewnym momencie złapał Przema za nogę i pociągnął tak że ten zaje*ał tyłem głowy o siedzenie. Wtedy nastał spokój bo Przemo chyba stracił przytomność (na początku myślałem że go zabili). Do czasu aż dojechali na swój przystanek i wtedy Przemo odzyskał przytomność i zaczęli odpie**alać takie inby na przystanku jakich nawet Matka Teresa z Kalkuty nie widziała.
Jadymy dalej już w spokoju. Po dojeździe dostaję smsa od mame że mam czekać na przystanku i że przyjdzie za 10 minut bo idzie jeszcze do jednego sklepu. No ok czekam co mi zaszkodzi przewietrzę się (była druga połowa czerwca więc ciepło jak sam sku**ysyn). Ale na rozjeździe mieli taką poczekalnie, myślę "wejdę może będzie chłodniej niż na dworze". Wchodzę a tam chyba temperatura over 9000°C. Jeszcze siedziała jedna osoba spocona jakby wyszła właśnie z najgłębszych czeluści piekieł. No nic siadam i odpalam telefon. Po pięciu minutach palce mam tak spocone że ciężko chodzą po ekranie. Wychodzę z poczekalni (uff co za ulga ale tu chłodno) i widzę że nieopodal siedzi trzech żuli z browcem w ręku. Obok nich stało jeszcze kilkanaście butelek (większość pusta). Siedzą i się kłócą o coś (nie słyszałem o co bo byłem za daleko). Nagle jeden wstaje ledwo trzymając się na nogach, podnosi drugiego z ziemi, mówi takie:
>KU*WA KRZYCHU PIE**OL SIĘ
po czym pchnie go wszystkimi swoimi siłami na ziemię. Krzychu najwidoczniej bardziej trzeźwy szybko wstaje i je*ie pierwszego w nos niestety niecelnie i trafia w oko. Ten leży i trzyma się kurczowo za oko. Krzychu i jeszcze jeden siadają i piją dalej, a ten pierwszy leży. Po jakimś czasie podjeżdżają pieski z takim "co tu się dzieje" (ja odruchowo "o ku*wa psy to ja spie**alam"). Odszedłem pare kroków i obserwuję co się odpieprza. Krzycha pakują do radiowozu a drugi kręci się obok radiolki i coś negocjuje. Za chwile wypuszczają z misiowozu Krzycha a ten drugi gada z nim jak ze starym kumplem.
Za minute przychodzi mame z takim:
>DŁUGO CZEKAŁEŚ?
>NIE DOPIERO CO PRZYJECHAŁEM xD
Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-04-2017, 21:04 przez WMFroK.
[Obrazek: like-a-bus.gif]
WMFroK
Pisarz Myśliciel Youtuber


Użytkownicy

3
42 postów 8 threads Dołączył: 03-12-2016
11-04-2017, 18:24 -
#4
Polska służba zdrowia jest nie do zrozumienia. Jak pierwszy raz złamałem rękę (28.09.2015r. takich rzeczy się nie zapomina) to wszystko szybko poszło a mianowicie:
„Był to dość ciepły i słoneczny dzień września. Na W-f (5 lekcja) poszliśmy na boisko pograć w nogę. Po rozgrzewce byłem troszkę zmęczony więc usiadłem „na linii” żeby poczekać do wybierania składu. Najwidoczniej nie usłyszałem ja nauczyciel mówił żeby wstać bo po jakimś czasie podszedł jeden z mojej klasy (rudy, 100 kg żywej wagi, jak się rozpędzi to ino zabije) żeby mnie podnieść tak dla beki. Chwycił mnie od tyłu pod pachy i mocno podciągnął w górę. Ja lekki (50 kg, prawie same kości) nie spodziewałem się tej siły (spodziewałem się dużej ale nie aż tak) podleciałem chyba na metr w górę i nie umiejąc dobrze lądować je*łem lewą ręką o ziemię. (Było to pierwsze złamanie w moim życiu a ja jeszcze młody i trochę płakałem z byle gówna) zacząłem drzeć mordę tak głośno że ci co byli obok mnie odsunęli się chyba na 2 metry, kolega co mnie podnosił zrobił cojaodjaniepawlilem.exe i oddalił się po angielsku, tarzałem się po ziemi chyba z pół minuty. W końcu podszedł nauczyciel i takie „co się stao”. Po całej akcji na boisku zostałem zaprowadzony do pokoju nauczycielskiego. Brudny od ziemi, spocony i zszokowany siedziałem tam chyba z 5 minut zanim przyjechała karetka. W międzyczasie prawie zemdlałem od tego wszystkiego (jak łamiesz kość to wylewa się szpik ze środka i to jest takie uczucie jakby ci ktoś podpiął pompkę do ręki i pompował do granic możliwości więc trochę to boli). Po przyjeździe karetki odwieźli mnie do szpitala na wstępne badania (oczywiście mame przy tym musiała być) do Pucka (w województwie Pomorskim). Tam po rentgenie i spisaniu danych walą takim tekstem „NIE MOŻEMY TU PRZYJĄĆ CHLOPCA BO NIEMAMY ODDZIAŁU DZIECECEGO” (Super dzi*ko [NIE JESTEM DZIECKIEM MIAŁEM 14 LAT!!!]). No to mówią żeby jechać do Wejherowa (większe miasto obok Pucka). No ale mame niemiała prawka (w ogóle nie zdawała). To nie chcąc jechać PKS-em wypisali nam karetkę. Po przyjeździe i kolejnych badaniach (jak zwykle kur*o) mówią dopiero „złamanie trzonu kości łokciowej”. No i gips na 3 tygodnie. Po trzech tygodniach zdjęcie gipsu, potem rehabilitacja itp. Itd.”
To była pierwsza część. Ale ja mam więcej. Mianowicie do drugiego złamania (13.01.2016r.) doszło na podwórku (był lód i ślisko no i je*łem glebę) no to tate mnie pakuje do auta i jadymy (od razu do Wejherowa):
„Był bardzo zimny wieczór stycznia. Tate wysłał mnie do garażu by przynieść jakiś śrubokręt (coś majstrował przy jakiś częściach). No to idę, ale że było zimno ślisko i jeszcze śnieg sypał na ten lód to idę jestem tuż obok garażu i nie zauważyłem lodowiska przy drzwiach garażowych. Poczułem że noga mi ucieka i zaczynałem idzie gwiazdy na niebie.
J*B!!
Gruchłem o lód tak mocno że aż się zdziwiłem że złamałem tylko rękę. Spadłem oczywiście na lewa rękę. I od razu efekt napompowanej ręki, mi słabo, ledwo się doczołgałem do domu (ze śrubokrętem w dłoni[Obrazek: ?interpolation=lanczos-none&output-forma...olor=black]). Tate od razu zapakował mnie do auta i jadymy do szpitala. Po dojechaniu od razu na izbę przyjęć (ślisko wszędzie jak sku*wysyn) a babka zza lady „Proszę ustawić się w kolejkę”. Po dwóch godzinach dopiero przyjmują i  tekstem „złamanie trzonu kości łokciowej”. Noto czekamy kolejne pól godziny na założenie gipsu. Po wyjściu ze szpitala była 1 w nocy.”
I gdzie pytam się jest ta pieprzona logika?? Za trzecim razem (08.05.2016r.) było podobnie jak za drugim. Czemu jak przyjedziesz karetka to biorą ciebie od razu a jak sam se przyjedziesz to musisz czekać ponad 2 godziny aż ciebie przyjmą????
[Obrazek: like-a-bus.gif]
WMFroK
Pisarz Myśliciel Youtuber


Użytkownicy

3
42 postów 8 threads Dołączył: 03-12-2016
17-05-2017, 21:51 -
#5
Wybaczcie że dawno nic nie pisałem ale czasu nie było.

31.08.2014r.
Na urodziny dostaję używanego laptopa od kuzyna (trzymał go chyba od jakiś 10 lat). Super wszystko pięknie. Działa normalnie przez rok aż do grudnia 2015r. a mianowicie:
"Jest grudzień, zimno bardzo. Rano o 6 rodzice idą na roraty dla dorosłych (standardowo hałasując i budząc mnie) ale i tak musiałem wstać do szkoły. Wstaję szybkie, śniadanie ogarnięcie się, itp i siadam do kompa (6.15). Odpalam i na początku wszystko ok i nagle J*B. Blue screen na ułamek sekundy że gówno przeczytałem ale ok odpala się jeszcze raz i znowu w trakcie ładowania systemu XP blue screen myślę "co jest?". Znowu się odpala szybko wyjmuję aparat by zrobić zdjęcie i przeczytać o co biega. Czekam czekam czekam czekam i ... [Obrazek: maxresdefault.jpg] zdjęcie udało się wykonać poprawnie. Czytam ... i z mojego rozumowania wynika że system się coś zepsuł. jajebe.exe smuteq_bardzo.pdf przegryw_bardzo.png. No ale rodzice mieli kompa to tam paczam internety a mojego na razie zostawiam. Idę do szkoły a po powrocie mówię mame co sie stao. Mame myśli i mówi że brat informatyk może by na to zerknął. Kiedy przyjeżdża to mu go daję by naprawił. Mija pół roku (nie całe).
Kwiecień 2016r.
Brat przyjeżdża z moim lapkiem i mówi że zajął się tym 2 dni temu (ale nie mógł szybciej karakan). Wszystko pięknie działa aż do:
21.04.2017r. (ostatni dzień testów gimnazjalnych)
Wracam po napisaniu ostatniego testu do domu i odpalam lapka. Wszystko ładnie działa. Idę do kibla (2 minuty) wracam a ekran czarny (miałem ustawione gaśnięcie po 15 minutach). Ruszam myszą i nic. Miałem taki klawisz który całkowicie ściemniał ekran, ale go nie wyłączał, to go klikam i działa ... przez 20 minut, potem znowu. Klikam go ale to już nic nie daje. Podejrzewam że to matryca więc wcisnąłem coś grubego pomiędzy ekran a klawiaturę. Działa (no ku*wa mac gyver jestem). po godzinie znowu wysiada ekran. Tym razem na wieki ... (wieków amen). Idę do pokoju z gratami szukam ... i jest ... uszkodzony ale jest monitor. Wracam, przez godzinę konfiguruję, ale działa. Idę jeszcze po klawiaturę. I tak oto mój laptop ewoluował w komputer stacjonarny a wygląda tak w momencie kiedy piszę ten post:
[Obrazek: D3UQcH1.jpg]
[Obrazek: like-a-bus.gif]
Kozak59
Kierowca


Użytkownicy

6
10 postów 1 threads Dołączył: 03-04-2016
18-05-2017, 07:39 -
#6
Z dedykacją dla opa
https://youtu.be/RF8hq2PelQg
Tak się kończy kopiowanie past przez normików, eh


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości